W wieku około 40 lat, kiedy zaczynamy widzieć także przeszłość, ze świadomością, że być może połowa życia jest już za nami, a przyszłość wciąż niepewna, to prawdopodobnie oznaka, że osiągamy wiek średni. Mary Twyman dodaje do tego świadomość obecności młodszego pokolenia, które zagraża naszej bytności i stopniowo zacznie przejmować nasze dotychczasowe miejsca,a następnie nas przeżyje. Takie spostrzeganie jest powszechne dla obu płci. Jest pełne uczuć depresyjnych i lękowych.

Nasze życie z punktu widzenia pełnienia ról przebiega pewnymi biologicznie i kulturowo zaprogramowanymi etapami, a każde przejście do nowego etapu, będąc punktem krytycznym, wymaga przeformułowania naszych dotychczasowych osiągnięć, celów i systemu wartości. Mogą to wyrażać choćby powody zgłoszenia się na terapię określane mianem kryzysu – wewnętrznego konfliktu. Te momenty zmuszają nas do przeformułowania naszego widzenia świata i dają okazję lub zmuszają do zmian.

To ten czas, w którym mężczyźni stereotypowo: zaczynają uprawiać sport, farbować włosy, lub szukać nowego siebie w odbiciu młodszej partnerki/partnera. Z drugiej strony dla niektórych mężczyzn to czas, w którym uświadamiają sobie, że ich aktywność zawodowa nie daje im poczucia satysfakcji jak dotąd, wtedy też niektórzy poszukują nowej drogi zawodowej lub też nowego hobby.

Kobiety, które osiągając wiek średni muszą na nowo znaleźć sobie cele życiowe, ale także cele i możliwości zawodowe, bo ich rola macierzyńska nie wymaga już ich stałej obecności. Mogą się wtedy zmagać z poczuciem straty, bezsilności, frustracji czy wypalenia. Ciało, które w kulturze dotychczas mogło stanowić o jej lepszym wizerunku, przychylności innych ludzi, zaczyna się zmieniać. Wraz z tą zmianą pojawiać się może kolejny lęk związany z odrzuceniem. Dla niektórych kobiet, te same okoliczności mogą z kolei stanowić nowy punkt wyjścia. Ten czas może być zwróceniem ich ku sobie, ku nowemu sposobowi myślenia o tym, co jeszcze mogą zrobić.

          Choć w pewnych aspektach, wiek średni może dawać wolność, tak w innych może oznaczać konieczność sprostania „pracy na dwóch frontach”. Wyzwaniem może okazać się widok niedołężniejących rodziców i związana z tym konieczność konfrontacji z własną śmiertelnością, przemijaniem. Są również i tacy, którzy „przeskakują” na maniakalny biegun podwyższonego nastroju, bo czują się wyjątkowo sprawczy w tym przełomie życia. Ten czas może być czasem na wyboistym rozdrożu, a może być czasem słońca w samo południe – po długim wschodzeniu, a jeszcze przed długim zmierzchaniem.

          Starość dzisiaj różni się od tej, którą obserwowano pięćdziesiąt lat temu. Z jednej strony wydłużamy życie za sprawą lepszej opieki zdrowotnej, świadomości, stylu życia, a z drugiej strony nie dla każdego to dłuższe życie jest życiem barwnym i satysfakcjonującym. Słowo senior kojarzone dotąd z wiekiem 60 plus wydaje się być nieadekwatne zważając, że współczesny senior może przeżyć kolejne trzydzieści a nawet czterdzieści lat. W 1905 roku Freud stwierdził, że jego zdaniem psychoanaliza nie przyniesie pożytku starszym pacjentom. Obecnie dysponujemy licznymi dowodami na to, że również osoby starsze (i to znacząco starsze od tych naznaczonych tym określeniem niż u Freuda), mogą odnieść korzyści z psychoanalizy i psychoterapii.

          Starość budzi poważne lęki – niektórzy starsi ludzie mają poczucie bezużyteczności i bezsilności. Zmiany na tym etapie życia różnią się od ważnych zmian w etapach wcześniejszych. Człowiek w podeszłym wieku często czuje przymus, by uporządkować swoje sprawy, ponieważ zyskuje świadomość, że czas jego życia jest ograniczony. Rzeczywistość zewnętrzna pacjenta w podeszłym wieku również ukazuje krajobraz ważnych aktualnych utrat: krewnych i przyjaciół, którzy zmarli oraz tych, którzy żyją z ograniczeniami fizycznymi, a co wywoływać może poczucie pustki i osamotnienia.

          Podeszły wiek może wiązać się z silnym pragnieniem pełnienia ważnej i pozytywnej roli babci lub dziadka, co sprzyja odbudowywaniu poczucia własnej wartości i znaczenia. Taka rola bywa źródłem satysfakcji, sensu oraz potwierdzenia własnej użyteczności i miejsca w rodzinie. Jeśli jednak towarzyszy temu wewnętrzna surowość, skłonność do nadmiernej samokrytyki lub poczucie bycia ocenianym, mogą pojawiać się napięcia i konflikty. Często dotyczą one rywalizacji z własnymi dziećmi, które znajdują się już w roli rodziców lub – z racji wieku i sytuacji – stają się faktycznymi opiekunami. W takich momentach relacja międzypokoleniowa może być obciążona ambiwalencją, poczuciem utraty kontroli i trudnymi emocjami związanymi ze zmianą ról.

          W świecie, w którym młodość jest emanacją życia, starość stała się tabu, a to tabuizuje w dalszej kolejności śmierć. Ponadto, tam, gdzie postępuje ateizm i zdystansowanie się od nadziei na życie po śmierci nie jest to temat popularny nawet w gronie najbliższej rodziny. Pojawiają się pogrzeby świeckie (również o alternatywnych formach pochówku), a także odchodzenie w towarzystwie douli umierania. Mierzenie się z doświadczeniem śmierci, nie dla wszystkich jest do przyjęcia, bo mogłoby wymagać opanowania własnego lęku przed śmiercią.

„Człowiek, który patrzy na świat w wieku pięćdziesięciu lat tak samo, jak kiedy miał lat dwadzieścia, stracił po prostu trzydzieści lat życia” (Russel Baker).

Są osoby, które z powodu przewlekłego lęku nie chcą się angażować w nic związanego z najmniejszym choćby ryzykiem. Inni wypierają strach przed śmiercią, skupiając się na odmiennych zmartwieniach lub też osoby zmagające się z nocnymi koszmarami, albo też ograniczając swoje życie. Jeszcze inni kompulsywnie gonią za nowościami, seksem, nieograniczonym bogactwem albo za władzą. Dorośli nękani lękiem przed śmiercią nie są dziwadłami, które zaraziły się egzotyczną chorobą. To osoby, których rodzinom i kulturze nie udało się przyodziać w odzież ochronną, zabezpieczającą ich przed lodowatym chłodem śmiertelności. Może w zbyt młodym wieku zbyt wiele raz zetknęli się ze śmiercią bez pomocnej dorosłej opieki, a może nie doświadczyli w domu rodzinnym miłości, troski i bezpieczeństwa – doświadczeń pozwalających uwierzyć, że bliskość i więzi mogą trwać mimo rozłąki, zmian czy strat. Zawsze czuli się odizolowani od innych i z nikim nie podzielili się tropiącymi ich lękami przed śmiertelnością albo są ludźmi „nadwrażliwymi”, szczególnie świadomymi siebie i odrzucili pokrzepienie oferowane przez religijne mity ich kultury, które zaprzeczają śmierci.

          W dobie kurczowego trzymania się młodości, to społeczne, żywe wciąż zaprzeczanie skończoności i niezgoda na „abdykację” z kolejnych ról czy etapów, nie nakłada na jednostkę adekwatnych wyzwań i tym samym przyczynia się do jeszcze trudniejszego kolejnego kryzysu tożsamości. Młodszym trudniej o przykład radzenia sobie ze starzeniem oraz wizją śmierci. Szyk sztafety przestaje istnieć, jedynie następni uczestnicy dobiegają do aktywnego maratonu. Ci, którzy nie mają siły biec równym krokiem, stają się niewidzialni i w końcu usuwają się w cień starości bez końcowych fanfar, medali, oklasków, chwili na podzielenie się receptą na skuteczny i owocny bieg. W myśl słów Gogola: „Przeraża myśl, że po naszym życiu może nie pozostać śladu”.

          Abyśmy mogli – jak mieszkańcy Sardynii czy Okinawy *, liczyć na satysfakcjonującą długowieczność, przeżywać żałoby i przepracowywać je twórczo, to co według badań możemy czynić to pogłębiać więzi. Dbałością o relacje i wzajemną uważnością gramy do bramki szczęśliwej długowieczności, która nie zatrzymuje się we wspomnieniach przeszłości, nie skupia na planowaniu i wizji przyszłości i nie zatraca w zaprzeczeniu śmiertelności. Jak powiedział Yalom: „(…) dopiero synergia między ideami i bliskimi relacjami z innymi ludźmi potrafi skutecznie złagodzić lęk przed śmiercią i sprawić, że człowiek jest w stanie wykorzystać przebudzenie i dokonać zmian w swoim życiu. Jesteśmy zaprogramowani na związki z innymi. Niezależnie od tego czy badamy społeczeństwo homo sapiens z punktu widzenia historii ewolucji, czy w perspektywie rozwoju pojedynczego człowieka, musimy robić to w kontekście interpersonalnym”.

Autorka: Beata Karpińska

Psychoterapeutka, Seksuolożka.

*za: R.Waldinger, M.Schulz w: „Dobre życie. Lekcje z najdłuższego na świecie badania nad szczęściem”.Wyd.Znak 2025